« Powrót do strony głównej...


Re: historia kulki w uchu

Autor: Iwon(k)a
2007-10-12 14:02:07

> > A na marginesie (odpukac) cenna rada.
> No tak właśnie pomyślałam, że ten patent może (odpukać) się komuś przydać.

a ja jednak uwazam, ze lepsza rada i wnioskiem z tej historii, byloby
niezostawianie dzieci z niebezpiecznymi przedmiotami samych, bo rownie
dobrze bronchoskopia/endoskopia tez moze byc dobrym patetntem na tego typu
sytuacje...

i.

--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl

Re: historia kulki w uchu

Autor: Tata
2007-10-13 10:56:00

Re: historia kulki w uchu

Autor: La Luna
2007-10-13 10:56:00

Pewnego wieczoru 12 Oct 2007 14:02:07 +0200 wiedźmin zdziwił się nieco, gdy
strzyga która wyskoczyła na niego z pl.soc.dzieci zamiast rzucić mu się do
gardła, dygnęła, przedstawiła się jako Iwon(K)a, a następnie wyśpiewała
przytupując wdzięcznie:

> a ja jednak uwazam, ze lepsza rada i wnioskiem z tej historii, byloby
> niezostawianie dzieci z niebezpiecznymi przedmiotami samych,

A w jaki sposob przewidzisz do czego dziecko moze cos uzyc?
W kazdym miejscu i czasie, przez kilka lat?

Moj synek zyje na codzien w mieszkaniu pelnym potencjalnych zagrozen,
wszedzie pelno narzedzi jego taty, jakichs wkretow, srubek, katownikow,
listew. Pily, mlotki itp.
Plus cala masa przedmiotow codziennego uzytku, nie mowiac o 9 kotach i ich
klakach ;)
Tak naprawde chronilismy i chronimy go jedynie przed nozami, wrzatkiem,
chemia.
I NIGDY w domu, od malenkosci zadnej krzywdy sobie nie zrobil, mimo
potencjalnego dostepu do roznych rzeczy.
Oraz sladowego asekurowania podczas trzaskania drzwiami, lazenia po lozkach
itp.
Radzi sobie swietnie, wie co jest niebezpieczne a co nie, jak ma
watpliwosci to od malenkosci sie pyta,. Wystarczy raz powiedziec ze cos
jest auc - i tego nie tyka. Co najwyzej co jakis czas sie upewnia czy to
nadal jest auc.

Za to zrobil sobie krzywde ostatnio poza domem.
Znalazl zapalke i sobie ja wepchnal w ucho. I byla jazda.
Co smieszniejsze - zrobil sobie to w mojej obecnosci, akurat mu zmienialam
pieluche na stojaco i nie zwrocilam uwagi czym sie bawi - korzystalam z
momentu znieruchomienia ;).



--
Pozdrawiam serdecznie
Agnieszka Mockałło
http://republika.pl/kocia stronka/
Odpisując na priv, wytnij USUN TO z adresu.

Re: historia kulki w uchu

Autor: Theli
2007-10-13 11:22:56

La Luna pisze:
> Pewnego wieczoru 12 Oct 2007 14:02:07 +0200 wiedźmin zdziwił się nieco, gdy
> strzyga która wyskoczyła na niego z pl.soc.dzieci zamiast rzucić mu się do
> gardła, dygnęła, przedstawiła się jako Iwon(K)a, a następnie wyśpiewała
> przytupując wdzięcznie:
>
>> a ja jednak uwazam, ze lepsza rada i wnioskiem z tej historii, byloby
>> niezostawianie dzieci z niebezpiecznymi przedmiotami samych,
>
> A w jaki sposob przewidzisz do czego dziecko moze cos uzyc?
> W kazdym miejscu i czasie, przez kilka lat?

Dokladnie. Ja, dzieckiem bedac, wlozylam sobie do nosa guzik, ktory rano
przed wyjsciem do przedszkola zgodnie z prawem i zdrowym rozsadkiem byl
przyszyty do spodniczki.

th

Re: historia kulki w uchu

Autor: M&C
2007-10-13 12:29:00

La Luna pisze:
> Wystarczy raz powiedziec ze cos
> jest auc - i tego nie tyka. Co najwyzej co jakis czas sie upewnia czy to
> nadal jest auc.

No to fajnie masz. Moi chłopcy po kilku(nastu/dziesięciu) powtórzeniach
zazwyczaj wiedzą, czego nie wolno im ruszać. Niestety pokusa często jest
nie do przezwyciężenia ;-)

Marzena
--
Robótki Marzeny
http://fanturia.googlepages.com/home

Re: historia kulki w uchu

Autor: La Luna
2007-10-13 23:56:57

Pewnego wieczoru Sat, 13 Oct 2007 12:29:00 +0200 wiedźmin zdziwił się
nieco, gdy strzyga która wyskoczyła na niego z pl.soc.dzieci zamiast rzucić
mu się do gardła, dygnęła, przedstawiła się jako M&C, a następnie
wyśpiewała przytupując wdzięcznie:

> No to fajnie masz. Moi chłopcy po kilku(nastu/dziesięciu) powtórzeniach
> zazwyczaj wiedzą, czego nie wolno im ruszać. Niestety pokusa często jest
> nie do przezwyciężenia ;-)

Przemek pare razy - pod bardzo dyskretna obserwacja - mial mozliwosc
przekonac sie ze jesli mama mowi ze cos jest auc a on tego dotknie lub
wezmie - to sie przekonuje ze tak jest faktycznie ;)
Malo rzeczy tak nazywamy ale Przemek wie ze jesli juz - to nie bez powodu.
Bywa ze np. piekarnik jest goracy a Przemek lata po mieszkaniu, przyciaga
kolejnych domownikow do kuchni i pokazuje od progu - AUĆ!!!!
Zeby jeszcze innych ostrzec ;)


--
Pozdrawiam serdecznie
Agnieszka Mockałło
http://republika.pl/kocia stronka/
Odpisując na priv, wytnij USUN TO z adresu.

Re: historia kulki w uchu

Autor: M&C
2007-10-14 08:01:04

La Luna pisze:

>> No to fajnie masz. Moi chłopcy po kilku(nastu/dziesięciu) powtórzeniach
>> zazwyczaj wiedzą, czego nie wolno im ruszać. Niestety pokusa często jest
>> nie do przezwyciężenia ;-)
>
> Przemek pare razy - pod bardzo dyskretna obserwacja - mial mozliwosc
> przekonac sie ze jesli mama mowi ze cos jest auc a on tego dotknie lub
> wezmie - to sie przekonuje ze tak jest faktycznie ;)

Gorącego moi też nie ruszają. Ale kabelki gorące nie są, a nie wszystkie
wtyczki mogą być poza zasięgiem.

Marzena

--
Robótki Marzeny
http://fanturia.googlepages.com/home

Re: historia kulki w uchu

Autor: La Luna
2007-10-14 08:35:57

Pewnego wieczoru Sun, 14 Oct 2007 08:01:04 +0200 wiedźmin zdziwił się
nieco, gdy strzyga która wyskoczyła na niego z pl.soc.dzieci zamiast rzucić
mu się do gardła, dygnęła, przedstawiła się jako M&C, a następnie
wyśpiewała przytupując wdzięcznie:

> Ale kabelki gorące nie są,

Same z siebie kabelki nie sa niebezpieczne, a jak sie nie zwraca na nie
uwagi dziecka - to i interesujace nadto nie sa.

>a nie wszystkie wtyczki mogą być poza zasięgiem.

Wtyczki tez niebezpieczne nie sa :)
Przemek ma swoje gniazdko w kuchni, do ktorego rytualnie sam podlacza
lampke w czasie gdy np. ja czy jego tata cos w kuchni robimy.
Wie ze to moze - pod kontrola - wie ze w inne gniazdka nie pozwolilismy
niczego podlaczac (albo juz w nich cos mocno siedzi albo powiedzielismy ze
nie wolno) - i absolutnie sie tego trzyma.
A nawet gdyby cos mu wpadlo do glowy do gniazdka wepchnac - to wie ze moze
tylko wtyczke. I nawet jesli ja wsadzi - to nic sie nie stanie.

Nie wiem, moze mamy dziwne dzieko - ale z naszym od malenkosci mozna bylo
bardzo duzo porozmwiac, wytlumaczyc - bierze to sobie do serca, slucha,
respektuje - moze dlatego ze zakazow uzywania czegos w domu ma tak naprawde
niewiele - pozostalych rzeczy po prostu nauczylismy go uzywac.
I albo wie ze sa w sumie nieciekawe albo uzywa bezpiecznie i pod kontrola.

Jak na razie bardzo to wszystko sie sprawdza.

Ale zeby nie bylo - wszystkie predmioty mogace stanowic faktyczne
zagrozenie utraty zycia czy okaleczenia - ma poza zasiegiem oczywiscie.
Nawet mamy siatki w oknach :)

A wczoraj moje dziecie jadlo sobie porzadnie z miseczki suszona zurawine
wysypana prosto z woreczka.
W pewnym momencie Przemek zaczal sie krztusic, kaszlec i wykaszlal....
kawalek ostrego jak igla plastiku ktory musial byc wbity w ktoras z
zurawin.


--
Pozdrawiam serdecznie
Agnieszka Mockałło
http://republika.pl/kocia stronka/
Odpisując na priv, wytnij USUN TO z adresu.

Re: historia kulki w uchu

Autor: M&C
2007-10-14 09:37:12

La Luna pisze:

>
>> Ale kabelki gorące nie są,
>
> Same z siebie kabelki nie sa niebezpieczne, a jak sie nie zwraca na nie
> uwagi dziecka - to i interesujace nadto nie sa.

No żartujesz chyba... Kabelki zawsze są ciekawe :-)
>
>> a nie wszystkie wtyczki mogą być poza zasięgiem.
>
> Wtyczki tez niebezpieczne nie sa :)

Wtyczki jak wtyczki, ale gniazdka z tymi wtyczkami to już nie zabawka.
Wtyczkę można wyjąć i do gniazdka włożyć coś innego. Jako smarkacz ośkę
od samochodziku włożyłam, a mama tylko na moment się odwróciła...


> Wie ze to moze - pod kontrola - wie ze w inne gniazdka nie pozwolilismy
> niczego podlaczac (albo juz w nich cos mocno siedzi albo powiedzielismy ze
> nie wolno) - i absolutnie sie tego trzyma.
> A nawet gdyby cos mu wpadlo do glowy do gniazdka wepchnac - to wie ze moze
> tylko wtyczke. I nawet jesli ja wsadzi - to nic sie nie stanie.

Chyba że to wtyczka od wiertarki, którą trzyma drugie dziecko. To nie
przypuszczenie, zdarza się. I jeden z powodów dla którego u nas kabli
dzieciom ruszać nie wolno.

>
> Nie wiem, moze mamy dziwne dzieko - ale z naszym od malenkosci mozna bylo
> bardzo duzo porozmwiac, wytlumaczyc - bierze to sobie do serca, slucha,
> respektuje - moze dlatego ze zakazow uzywania czegos w domu ma tak naprawde
> niewiele - pozostalych rzeczy po prostu nauczylismy go uzywac.
> I albo wie ze sa w sumie nieciekawe

Nie ma rzeczy nieciekawych ;-)

> Ale zeby nie bylo - wszystkie predmioty mogace stanowic faktyczne
> zagrozenie utraty zycia czy okaleczenia - ma poza zasiegiem oczywiscie.

> Moj synek zyje na codzien w mieszkaniu pelnym potencjalnych zagrozen,
> wszedzie pelno narzedzi jego taty, jakichs wkretow, srubek, katownikow,
> listew. Pily, mlotki itp.

???

Marzena
--
Robótki Marzeny
http://fanturia.googlepages.com/home

 1    2    ›    »