« Powrót do strony głównej...


RE: usg dopochwowo

Autor: mlauda@poczta.onet.pl (Monika Laudańska)
2003-07-20 22:25:15

> PRZYMUS moralny/szantaż emocjonalny (zrobił, to ma być / obiecywał, że
> na dobre i na złe) jest równie nie na miejscu.
>
> I tylko o to chodziło - że może biedny facet zna lepiej granice swojej
> wytrzymałości niż ciągnąca go za uszy na porodówkę kobieta.
Ja tam spytałam mojego ślubnego, czy będzie mi towarzyszył podczas
porodu mniej więcej w połowie ciąży. On mnie zapytał, czy naprawdę tego
chcę, bo prawdopodobnie nie będzie w stanie mi pomóc. Gdyby się zaparł
zadnimi łapami, że w żadnym razie, to byłoby mi bardzo przykro, ale
wolałabym, żeby faktycznie nie brał w tym udziału. Myślę, że mąż też nie
do końca wiedział na co się decyduje - przy drugim dziecku też
zapytałam, ale tym razem odpowiedział z pełną świadomością, że
oczywiście tak. W sytuacji, gdy facet czuje się nieprzygotowany, niech
rzeczywiście nie idzie, bo będzie tylko - excuse le mot - truł dupę i
zawadzał.

Pozdrawiam,
Monika, Maciek (3,3) i Lena (14 miesięcy)

--
Archiwum grupy: http://niusy.onet.pl/pl.soc.dzieci

RE: usg dopochwowo

Autor: Tata
2003-07-21 12:44:45

RE: usg dopochwowo

Autor: Z. Boczek
2003-07-21 12:44:45

Wprąciłem się, gdyż Monika Laudańska i te mądrości wymagają mojej
stanowczej erekcji:

>> PRZYMUS moralny/szantaż emocjonalny (zrobił, to ma być / obiecywał, że
>> na dobre i na złe) jest równie nie na miejscu.
>> I tylko o to chodziło - że może biedny facet zna lepiej granice swojej
>> wytrzymałości niż ciągnąca go za uszy na porodówkę kobieta.
> Ja tam spytałam mojego ślubnego, czy będzie mi towarzyszył podczas
> porodu mniej więcej w połowie ciąży. On mnie zapytał, czy naprawdę tego
> chcę, bo prawdopodobnie nie będzie w stanie mi pomóc.

Super, nie mam nic przeciwko. Nie piszę w tym wątku o sobie.

> Gdyby się zaparł zadnimi łapami, że w żadnym razie, to byłoby mi bardzo
> przykro, ale wolałabym, żeby faktycznie nie brał w tym udziału. Myślę,
> że mąż też nie do końca wiedział na co się decyduje

No właśnie. A gdybyś od początku narzeczeństwa wiedziała, że mąż na
widok krwi mdleje - ale uznałabyś go za partnera godnego, by spędzić z
nim życie i mieć z nim dzieci?
Też byłoby Ci bardzo przykro? Chyba rozumiałabyś go, prawda?

> W sytuacji, gdy facet czuje się nieprzygotowany, niech rzeczywiście nie
> idzie, bo będzie tylko - excuse le mot - truł dupę i zawadzał.

To jak: Twój mąż, co sama przyznajesz, nie był sam przygotowany do
bycia przy pierwszym porodzie - a teraz uważasz, że nie powinien był
jednak wówczas iść na poród?
Bo tak to zrozumiałem.

--
Z cyklu Sławni ludzie o Z. Boczku:
Zaszpanować chciałeś? Potrolować? Masz jakiś kompleks niedogryzionej
kości? (c) by siwa.